statystyka
O przebudzeniu się . O poznawaniu i inwestowaniu w Siebie
sobota, 17 lutego 2018
Katedra moja :)
Długo układałam i miałam w głowie trasę , którą chciałam przebiec... bałam się że nie dam rady bo będzie długa powyżej 10  km , które tylko raz przebiegłam ...
Od jakiego czasu miałam blokadę na pokonanie więcej niż 8 km . Nie wiem jak to wytłumaczyć po prostu coś w środku mi mówiło że nie
i koniec ...Tak myślę że nasz organizm jest bardzo mądry , wiedział że mam czekać , zbierać siły , doświadczenie...
Fakt w czwartek byłam na zamrożeniu nagniotków i może jeszcze nie powinnam , ale jak tylko rano dziś wstałam wiedziałam że to odpowiedni czas ...Wczoraj wieczorem jeszcze dokładnie sprawdziłam , którędy mam biec i jak to wszytko poukładać. Poszłam do sklepu
z odżywkami i podpytałam kobietę , która tam sprzedawała co mi poleca przed biegiem ...dostałam coś z bananem a drugie z kofeiną .
Dziś rano wypiłam a co dobre nawet , (bałam się rewolucji żołądkowych po tym ale tyle osób je stosuje i są zadowoleni a co najwyżej szybciej zejdę z trasy :P:P
Pogoda fantastyczna -3 stopnie lekki wiatr ...nic tylko biec :) . ustawiłam sobie timera na 3/1.Poczytałam wczoraj dłużej o tym że jak idzie się na długie wybieganie (dla mnie 10 km to długo) to powinno się zastosować właśnie taki podział, 3 min biegu , 1 min odpoczynku. Stosowałam się do tego :) pamiętałam że nie mogę pędzić tylko raczej wolno bo nie sztuka paść po pierwszych 2 km . Miał być równy rytm , równa prędkość . I tak pilnowałam żeby było . W trakcie biegu czami byłam zaskoczona pozytywnie swoim tempem ...Dobra trasa , jak widziałam w oddali Katedrę . mój dzisiejszy cel, to serce rosło :) a jak tam dotarłam , napisałam do moich dziewczyn , a łzy same płynęły ...biegłam z takim bananem na buzi że kobieta , która mnie mijała patrzyła się dziwnie ...a może też biega i zna tą RADOŚĆ :)


Teraz już było tylko trzeba wrócić okazało się że pierwsza 4 zaliczona :) dobrze się biegło , jakoś tak szybciej mijałam kolejne dwa mosty .Czas na odpoczynek kochana 1 minuta to cudowna sprawa .Z jednego powodu było mi smutno , nie minęłam żadnego biegacza ...zawsze tak raźniej , bezpieczniej :):)
Do pełnej 10 miałam jeszcze ok 1,5 km i organizm chciał już skończyć ...a ja mu na to ze nie !!! biegniemy dalej wolniej ale biegniemy ...
i tak sobie gadałam z sama sobą w uszach leciała Ira...cudnie nadaje się dla mnie do biegania ...przestałam już patrzeć na minuty czy czas do biegu czy odpoczynku , na ostatnim km już tylko do przodu :) to dawało siły , radości . jest 10 :):) zegarek zatrzymany ale nie ja , zapamiętane z wczoraj że nie można tak od razu się zatrzymać , wiec delikatnym , bardzo słabym truchtem pod dom :) dusza rozpierała , łzy nachodziły do oczu...w nagrodę poszłam do cukierni po ciacho :):) wiem że to jedno zaprzecza drugiemu ale trudno coś słodkiego muszę zjeść:)
W domu emocje owładnęły mnie na całego , endorfiny szalały tak jak mój brzuch który był głodny :) przemyślane śniadanie, węglowodany , białko i warzywa i sok z buraka ...postawiło mnie na nogi :) 
Kończę pisanie , chociaż nadal w duszy mi gra odgłos moich , kroków , radość , które przeżywałam . Zamykając oczy widzę malowniczy brzeg Warty , chociaż zimowy ale piękny , otulony wszystkimi odcieniami szarości...Mewy nad rzeką , psy biegające z radością obok swoich właścicieli , ptaki , które czami miałam wrażenie z mnie prowadza w dobra stronę . To wszytko dane mi było dostrzec i jestem bardzo wdzięczna za to... Nie dostrzegła bym wszystkich szczegółów leżąc w łóżku , czy siedząc przed telewizorem ...Czasami jak mam doła przypominam sobie chwile radości w trakcie biegu , i to bardzo pomaga ..Takie same radości daje mi joga ale o tym kiedyś ...

bo nie było by dzisiejszej frajdy bez wczorajszej bolącej jogi tego jestem pewna w 100 %

niedziela, 11 lutego 2018
czekolada , serce , i Ona ...
Dziś drugi bieg zorganizowany w tym roku . Bieg czekoladowy .Piąta edycja ale moja 2...bo dopiero wszytko co związane z bieganiem zaczęło  się w zeszłym roku .
Bieg w którym nie był ważny czas , bo postanowiłyśmy że dziś biegniemy dla Agi Serducha ... ostatnio miła z nim problem , nie wiadomo było czy pobiegnie . Ważne było ciśnienie . Dziś miała warunek , ze może biec ale pomału , dla niej to masakra. Ja biegam sobie w rożnym rytmie, 3/1;
40/30/30...i jest mi z tym dobrze kilka sekund marszu powoduje odpoczynek mięśni o potem można spokojnie biec dalej . Bardzo mi to odpowiada , jej nie dlatego dziś była pilnowana .Nie mogłyśmy pozwolić żeby biegła szybko bo serducho ...to był bieg dla Niej , dla jej serducha .
Wycięłam wczoraj serducha z flauszu i każda dziś miała jeno przypięte.Aga jak to zobaczyła to była w szoku i dopiero po biegu jak przyszła do domu , emocje puściły i się poryczała ...ze to było dla Niej , ze o Niej ...
Dla mnie to był inny bieg niż zawsze ...bo zawsze to koncentruje się na biegu ,na sobie , na  krokach, na rozluźnianiu mięśni,na oddechu , na biodrach. Dziś nie miałam na to czasu, bo pilnowałam tempa, spowalniałam Age , słucham co gada,...dla mnie to nowe dobre doświadczenie . Bieg totalnie nie skoncentrowany na moim czasie tylko na innych...to było dobre...Nawet nie wiem kiedy mijały kolejne km...to była jakaś magia..nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć . Ogarniałam co dzieje się dookoła , co dziej się z dziewczynami...One cudowne jedna czekała na drugą bo razem miałyśmy przebiec metę. I tak tez się stało ...To było cudowne uczucie . Moje marzenie częściowo  się spełniło bo bardzo chciałam to zrobić RAZEM....jest jeszcze kilka dziewczyn z którymi chce tego dokonać ...tak żeby cała nasza grupa przestąpiła wspólnie metę ...to moje kolejne marzenie .
Bo to był bieg "nieważny czas ważne że Razem ......ostatnie metry biegłyśmy ile fabryka dała ...to cudowne uczucie , które niesie ciebie ponad ziemią...dla takich chwil warto biegać ..to są mocne endorfiny ....które dają kopa na dalszą część dnia. One sprawiają ze nie pamięta się trudu przebytych kilometrów , to dzięki nim mam ochotę brać udział w kolejnych zawodach , zapisywać się na inne biegi.

Teraz jak czytam to co napisałam to jestem sama w szoku ze tak mnie to wszytko wciągnęło..Tak jak z jogą , uwielbiam ja , po dobrych zajęciach endorfiny tez szaleją ...Co do biegania nie przypuszczałam ze sam będę siebie mobilizować , żeby ubrać buty i pobiec nową tylko moją wyznaczoną trasą . jestem sobie sama sterem żeglarzem okrętem.....ale o tym kiedy indziej ...dziś było bardzo dobrze:) bardzo sie ciesze ze mogłam zjeść muffinek i napić się cholernie słodkiej czekolady...to są cudowne wspomnienia , które w ciężkich czasach pomagają mi przetrwać

wtorek, 14 listopada 2017
nocnne biegajace lampki

Siedzę przed kompem ...ręce mam zimne , ubrałam gruby sweter skarpety i robię sobie herbatę...zastanawiam się czy jechać dziś na Cytadelę ..po co ??? sama zadaje sobie to pytanie ...po to żeby pobiec kolejny raz ...no znowu nie tak kolejny ale dwa biegi nocne mam już są sobą , jak pojadę za dwie godziny ten będzie trzeci ....po to żeby na pupuni gościł uśmiech , ...żeby w trudnych chwilach powiedzieć sobie dałaś rade 5-tkę nocą to załatwisz już wszytko ...po to żeby przełamywać samą siebie , po to żeby mówili że wariatka , a ja i tak mam ich w nosie niech mówią ...po to żeby mieć co wspominać ...po to żeby zegarek miał co robić ...po to żeby nie tęsknić....

a dlaczego nie ???... bo tak daleko , bo sama , bo nie będzie Sławki , bo nie będzie Alinki ...bo zimno, bo późno...bo nie mam czapki biegowej...

po głowie chodzą różnorodne  myśli , te bardziej szalone i te realne , te które wiedzą jak będzie , wiedzą ze znowu będę wyzywać w trakcie biegu , ze będę łapała oddech jak ryba , ze będzie pod górkę , cały czas praktycznie pod górkę ...ze będę czekała kiedy będzie rozarium bo tam połowa biegu , kiedy będą czołgi bo tam najgorsza i ostawania duża górka , kiedy będzie aleja , na której będę mijała ...te cudowne światełka , dające do zrozumienia ze takich wariatów jak ja jest więcej , światełka , które dają nadzieje ze już blisko meta , które są też dla mnie wyzwaniem bo kiedyś bym też tak chciała , drugi raz tego samego dnia przebiec daną trasę i nie umrzeć ...

Po głowie szaleją wizje , wizualizacje tego co znam i wiem , ...nie muszę zamykać oczu żeby widzieć trasę ...to tak jakbym miała otwarte oczy  a na nosie okulary , które pokazują film z drzewami , lampami , które staną mi na drodze...ławkami , które zapraszają żeby usiąść odpocząć ...a jednak nie teraz ...mijam je...

Liście na asfalcie to kolorowy dywan , który informuje jaka aura , kiedy biegnę , że to jesień , ale w noc nie będzie ich widać , będą się tylko błyszczały ostrzegając że ślisko pod nimi ....

przed oczami przewijają się kadry z filmu z ostatniej biegowej nocki , koło serca robi się ciepło , tak cudownie bo przypominają się uczucia , które towarzyszyły na 4 km ...piękno biegnących latarek , cudowna cisza , która otulała mnie , oraz radość ze jestem TU i TERAZ...to cudowne uczucie przy którym zapomina sie o zmęczeniu.... wdzięczność ze mogłam tam być ...i dane mi było tego doświadczyć ....

Myślę nadal ale pojadę...nie ma nic za darmo , radość musi być tez okupiona wysiłkiem ....

piątek, 03 marca 2017
Tak....nie ....nie wiem...

Siedzę jak na szpilkach..pierdolony stres mnie wpierdziela po kawaleczku...nie moge myśleć.nie mogę oddychać...nic nie mogę...o moge ryczeć na zawołanie... chce mi się spać ale nie moge spać... sie boję ze bedzie NIE....

wtorek, 14 lutego 2017
Dziś....

IMG_20170214_120535_268

Jest wtorek...i dzień Walentego...a to najlepiej go przedstawia...jak to ja miało byc na dole jest do góry,:-)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 128